piątek, 9 maja 2014

TRANSCENDENCJA - RECENZJA

TRANSCENDENCJA - RECENZJA

Byłam bardzo ciekawa "Transcendencji" - mimo, że film został okrzyknięty klapą, a kolejne newsy mówiły o słabym otwarciu i klęsce finansowej. Świeżo po seansie mogę powiedzieć, że Transcendencja klapą nie jest, ale - jak zauważa spora część krytyków - film ma niewykorzystany potencjał. Wychodząc z kina nie byłam rozczarowana, ale miałam poczucie, że niektóre wątki urywają się w najciekawszym momencie, postacie nie są do końca rozbudowane, a znakomici aktorzy jak Morgan Freeman nie mają dużego pola do popisu.

 

Ale zacznijmy od początku. Początek filmu już niejako podsuwa nam myśl, że zarówno Will, jego żona oraz rewolucja jaka się za ich sprawą dokonywała - należą do przeszłości. Widzimy, przyjaciela pary, przechadzającego ulicami miasteczka w kalifornii. Miasta pozbawionego prądu, z telefonami i innymi urządzeniami elektrycznymi leżącymi bezładnie na ulicy. Stojąc w opuszczonym ogrodzie pary,  Max wspomina Willa i Evelyn. W tym momencie akcja przenosi się do przeszłości. Wolałabym, żeby pierwsza scena tyle nie zdradzała. Następnie mamy sceny, które było widać w zwiastunie - sielankę rodzinną Willa i Evelyn, wykład o "tworzeniu Boga" na uczelni, postrzelenie Willa przez organizacje, która sprzeciwi się rozwijaniu się technologii w tym kierunku oraz podłączenie umierającego naukowca do komputera, co ostatecznie poróżnia Evelyn z Maxem.

 

Można podzielić film na dwie części - przed i po transformacji Willa Castera. Pierwsza część mi się podobała - cieszyłam oko Depp'em - zwłaszcza, że nieczęsto widzi się go nieucharakteryzowanego! Ba! Nie często widzi się go w filmach - wyniszczonego chorobą, wymiotującego do toalety.  Inaczej mówiąć - "Depp nie deppowy", ale z ciekawością przyglądałam mu się na ekranie.  Rebecca Hall, jako kochająca żona, chwytająca się ostatniej deski ratunku - też wypadła przekonująco. Paul Bettany - był przekonujący w roli wiernego przyjaciela pary.

 

Teraz przechodzimy do drugiej części filmu i tu niestety się zawiodłam. Komputerowy Will i Evelyn, przenoszą się do zapomnianego przez Boga miasteczka gdzieś w Ameryce (które przypominało mi atmosferą miasta z powieści S.Kinga) i tam budują swoje ogromne laboratorium. Mija dwa lata.  Will "rozrasta" się i dokonuje mających ogromne znaczenie dla ludzkości odkryć. Evelyn, która zaczyna mieć wątpliwości "ile Willa jest w Willu" - nadzoruje laboratorium. Tym czasem rząd z naukowcem Josephem (Morgan Freeman) oraz organizacja terrorystyczna, z którą zaczął współpracować Max - próbują zniszczyć Willa.

 

Jeśli ktoś oczekiwał jakiś niesamowitych efektów specjalnych będzie zawiedziony. Jest kilka scen, które cieszą oko - ale szczęka nie opada.  To ważne, bo to film z gatunku Sci- fiction.  Druga część filmu nie powala. Mam wrażenie, że wszystkie najlepsze sceny widać w zwiastunie. Dlaczego film na niewykorzystany potencjał? Bo najciekawsze jest - co Will był w stanie dokonać jako superkomputer! Jak wyglądał by świat po jego rewolucji? W jaką stronę poszłaby ewolucja? Może świat byłby lepszy? Niestety, twórcy postanowili nie brnąć dalej. A szkoda! To byłoby wspaniałe wyzwanie dla twórców efektów specjalnych.

 

Mam też wrażenie, że postacie nie były wyraźnie nakreślone. Plusem jest, że bohaterowie nie są czarno- biali. Nie ma tu jasnego podziału dla dobrych i złych. Ale w czasie oglądania filmu nurtowały mnie pytania odnośnie postępowania niektórych postaci. Na przykład co sprawiła, że bystra studentka stała się nagle ogromną przeciwniczką postępu i terrorystką. A ściślej mówiąc - jaką drogę przebyła od studentki do zabijającej ludzi (w myśł zasady, że technologia może szkodzić ludziom) terrorystki. Jak zauważył sam Will - to niezła ironia.


Mimo wszystko wyszłam z seansu zadowolona. Może dlatego, że nie jestem do końca obiektywna :) Słabość do Johnnego robi swoje! I jakby nie patrzeć - miłość Willa i Evelyn ma w sobie coś pięknego. Na końcówce się nawet wzruszyłam! Niemniej polecam film, bo warto. Choć może zostawić w Was pewien niedosyt.


 

 



 

 

TRANSCENDENCJA od dzisiaj w Polskich kinach!